Nasza strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.

www.jacek.beskidy24.pl

portrait

Nawigacja

Jacek » reportaże » Super Total Extreme - ...

Data: 24 marzec 2008

Super Total Extreme - reportaż skitourowy

Super Total Extreme - reportaż skitourowy


Motto:
"... bezkresny, życzliwy potok ludzkich
twarzy, mknący donikąd... często
pytam siebie: gdzie jestem Ja
w tym potoku? ..."

Czyngis-Chan

Opisane w tym reportażu wydarzenia miały miejsce w czasie 8-dniowej wyrypy skitourowej w lutym 2008 roku w Tatrach. Imiona osób zostały zmienione, a całość tych wydarzeń jest ewidentnym przykładem przerostu chorych ambicji, młodzieńczej ignorancji, lekceważenia gór, przerostu ADHD u niektórych skitourowców, przerostu formy nad zdrowym rozsądkiem itp.
Zauważyłem, że takie postawy stają się plagą w środowisku górskim, czyżby wyścig szczurów dotarł również w góry?


Przyjechali w Tatry na początku lutego, „siedmiu wspaniałych” i jeden dziadek – „dinozaur”. Tych siedmiu to dwie niewiasty i pięciu macho, herosów górskich z ambicjami wyłojenia i ściganctwa w trakcie pobytu mega maxi ekstremalnych wyryp skitourowych, wręcz kuluarowo – glebowych zjazdów itp.

Już w autobusie trwały gorące dyskusje kto szybciej, kto wyżej, kto bardziej ekstremalnie będzie te biedne Tatry łoił na tourach.
Dziadek słuchał w milczeniu i tylko siwy włos jeżył mu się na głowie w miarę „postępu” jakże ekstremalnych projektów i planów „siedmiu wspaniałych”. To były chore plany, chore towarzystwo, młode wilki, które chciały na siłę zaistnieć w świecie gór, a doświadczenie i pokora, dystans i myślenie o skutkach brawury i głupoty te „młode wilki” miały głęboko w miejscu, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę (czytaj w dupie).

Dziadek był wściekły również dlatego, że wrąbał się w to towarzystwo na własne życzenie poniekąd, a autokarowe dysputy uświadomiły mu brutalnie jak wielką pomyłką (który to już raz?) jest organizowanie wyryp skitourowych w takich grupach z ambicjami typu „Mt. Everest zimą, w stringach, na łyżwach”. Pełen ponurych myśli i obaw siedział z boku i przysłuchiwał się tej bandzie górskich baranów, którzy mieli w głowach jak w starym kinie.

I sprawa się rypła.
Osiem dni nerwówy, niezdrowej konkurencji i rywalizacji, gorących dyskusji tylko potwierdziły wcześniejsze obawy, Łazili i włóczyli się po zaśnieżonych Tatrach, ale w trakcie wyryp ciągle coś „iskrzyło”. Próby szkolenia w organizowaniu biwaków zimowych (jamy śnieżne, igloo itp.) nudziły wszystkich młodych, gniewnych.

Największy problem w każdej inicjatywie stwarzali Karol, Justyna i Maciek. Z „dobrych” rodzin, z dużą kasą, zmanierowani do granic możliwości, wychowywani bezstresowo, a przy tym zarozumiali, z niespotykanym poczuciem wyższości powodowali w grupie ciągłe „napięcie sytuacji”. O dziwo milczeli w czasie długich podejść, twarda szkoła (wychodzenie na wyrypę o 4.30 w ciemnościach) mozolnego, bardzo wymagającego kondycyjnie turingu, bez błyskotliwych, ścigancko-łojanckich wejść nużyła ich.
I to zapewne było przyczyną różnych, drobnych upierdliwości i prztyczków słownych” w trakcie postojów.
Zwłaszcza Karol dawał popisy niedojrzałości połączonej z ignorancją i lekceważeniem gór. Zaliczali ładne trasy, długie i ciekawe, pogoda dawała w kość, ale realizowali plany dziadka bez większego szemrania, chociaż ich chęć do Super Total Extreme codziennie dawała o sobie znać w postaci humorów i humorków.





Wszystkie prawa zastrzeżone Beskidy24.pl © 2009

Redesign i nadzór techniczny Cyber.pl © 2009